Czy warto się bać?

Widziałem od młodego, w telewizji głównie, 
gwałtownych szyderców, którzy stanowczo i dumnie mówili:
“Prócz śmiechu nic nie ma, poważny to głupi.
Śmiej się z nami, bo jak nie to w śmiech się obrócisz.”
Czy jednak warto ulegać śmiechu szantażom?

Słyszałem też śmiechu bolesne wytyki:
“Ty nie nasz, ty słaby.
Wszystko, co robisz – głupoty wyniki.
Czy jednak warto bać się większości krytyki?

I puste reklamy, i szalone miny:
“Musisz to mieć. Bez tego nie będziesz szczęśliwy.
Kto to kupi ten fajny, nie kupisz – przegrany.”
Czy jednak warto słuchać próżnej paplaniny?

Prześmiewców też grono, co bliźnich i starszych,
nad nami stojących, obśmiewają mówiąc:
“Ja lepszy, ja mądry. Ja bym lepiej to zrobił.
Daj mi tylko rządzić!”
Czy jednak warto w tych buntach uczestniczyć?

Kolegów też moich, co o innych kolegach,
gdy ich nie było, z fantazją, dowcipem
tworzyli historie, podbarwiając je trochę.
Czy jednak warto znosić dowcipnisiów chóry?

I zabawy też prawa wśród twardzieli tłumu:
“Z nami się nie napijesz? Coś słaby, ponury!”
Czy jednak warto dla uznania ogółu
nie słuchać się swego prawego rozumu?

I śmiechu też wrzawę z wartości i wiary,
gdzie grzechem się chwalą, mówią, że ciekawy.
I w głowie słowa: “Nic nie mów, wyśmieją.”
Czy jednak warto bać się śmiechu salwy?

I głos też w głowie, w pobliżu kościoła,
albo przed posiłkiem, co mówi łagodnie:
“Nie rób znaku krzyża, powiedzą: <<Ciemnogród>>”.
Czy jednak warto, dla dwóch słów krytyki
zarzucić wiary świętej praktyki?

Najświętsza Matko, Królowo Nieba,
tych pytań przy Tobie zadawać nie trzeba.
Gdy spojrzę w twoje Matczyne oczy
wszystko jest łatwe, jasne i proste.

Lecz wyznać Ci pragnę, o czym wiesz doskonale,
że też tam byłem, po szyderców stronie,
śmiechem mi było wszystko w salonie.

Wznosiłem głośne słowa krytyki
przeciw rodzicom, profesorom, księżom,
przeciw rządowi i słabszym kolegom
i w śmiechu salwie brałem udział wiernie,
a świętą wiarę wyznawałem biernie.

Lecz pociągnęłaś mnie łagodnie, cicho,
z cierpliwością Matki, władzą Królowej,
przez twoje piękno, co przerasta wszystko,
wśród życia trudów i radości chwilach,
do pewnej powagi i b a r d z o m i m i ł o.

Za to dziękuję i wyznaję szczerze:
dla twego jednego promienia uśmiechu,
warto się nie bać ludzkiego śmiechu.

3 sierpnia, w dniu nawiedzenia Kościoła Mariackiego w Krakowie