Zdarzyło się to, co zdarzyć się może,
zmierzając wprost na ważne spotkanie
zmyliłem godziny, autobus nie stanie,
czatować na stopa poszedłem zatem.
I stoję już minut przeszło trzydzieści,
wozów minęło co najmniej dwadzieścia
a nikt nie pomógł, w głowie się nie mieści!
Zapomnieć trzeba o spotkaniu chyba.
Dlaczego świat ten jest tak nieczuły?
Czyż nie opiera się cały na kłamstwie?
W nim rządzi pieniądz i dzikie żądze.
A w telewizji? - Pokaz hipokryzji.
Jak jeszcze daleko odwrócą porządek?
Czyż nie żyjemy w bardzo smutnych czasach?
Dlaczego tak mało dzieci się rodzi?
I tyle depresji, zawałów, załamań,
wulgarnej mowy u młodych pokoleń?
Czemu już chłopak nie chce być chłopakiem,
dziewczyna zachwycać pięknem swej duszy?
Kiedy zabrano nam radość z wzniosłości
i z prostych spotkań przy ognisku złotym?
Lecz coś jest ponad tego świata prochem,
nad tą techniką martwej materii,
nad dumne plany masonów ślepych,
nad zamieszanie pustej koterii,
nad czucia chwilę, nad bystrość rozumu,
nad pierwsze miejsce z poklaskiem tłumu,
a nawet nad piękną tego świata stronę,
nad czystą przyrodę, poezję dobrą,
nad szczęście rodzinne, miłość Ojczyzny.
To wszystko przejdzie, jest i nie będzie,
jak śnieg poprzedni, pierze na wietrze.
Pisanie po wodzie, chmur łapanie,
wtedy gdy mamy do świata dufanie.
Lecz oto nagle ktoś się zatrzymał,
po drugiej stronie i czeka aż przyjdę,
to młodszy kolega, z dobrej rodziny,
jak byliśmy mali użyłem nań siły,
a jego ojciec dał mi strofowanie.
Teraz przystanął, zdążę niespodzianie.
Spotkaniem tym było przyjąć Miłość samą,
która swe życie za mnie wydała,
by wielbić Boga stała się Ofiarą,
przychodzi po to, by mą nicość całą
przysłonić swej szaty królewskim szkarłatem.
I byłbym niczym ten świat zakłamany,
gdyby nie łaska od Pierwszej Przyczyny,
gdybym celowi nie był poddany,
którego wielkość przekracza me siły.
I byłbym brudny, marności oddany,
gdyby ów promień od Nieskończoności,
choć niewidoczny, to jednak stały,
nie dawał mi świata chwalebnej wieczności.
30 lipca 2022r, sobota, wspomnienie NMP